Popiełuszko. Wolność jest w nas.

Tytuł: Popiełuszko. Wolność jest w nas.
Produkcja: Polska, 2009
Gatunek: Biograficzny akcyjniak ku chwale Ojczyzny
Dyrekcja: Rafał Wieczyński
Za udział wzięli: Adam Woronowicz oraz 7 tysięcy aktorów i statystów.
O co chodzi: Historia polskiego Bonda w sutannie

Stado słoni

Jakie to jest: By popular demand – recka filmu. Tak naprawdę również po trosze jako pokuta za „awarię”, którą spowodowałem kilka tygodni temu przekazując link do plakatu Witza Worxa na Wykop. Cmdr JJ Adams kazał za karę pójść i recenzję napisać, to zadanie wykonałem.

Przed wybraniem się na seans zapoznałem się jednak uważnie z materiałami prasowymi dystrybutora, który tłumaczył m.in. dobór plakatu oraz zachwalał niekonwencjonalne podejście do tematu. W ten sposób nie nastawiłem się na kolejny hagiograficzny obraz męczennika polskiej historii, a na „odbrązowienie postaci Popiełuszki”, „wielowymiarowe dzieło”, „film akcji w realiach PRL”. Dzięki temu wiedziałem czego oczekiwać, w przeciwieństwie do nieuświadomionej wycieczki szkolnej w rzędach z mną (a jak!). A że to właśnie oni – młodzi ludzie znający historię Popiełuszki po łebkach z przekazów telewizyjnych i rodzinnych – mają być targetem filmu, postarałem wcielić się i w tę rolę, wymazując z pamięci Zabić księdza Agnieszki Holland i większość wiadomości, jakie posiadałem na temat tamtych czasów.

Obraz zaczął się w charakterystyczny dla polskiej kinematografii ostatnich lat sposób – od szczegółów żywcem wziętych z napisów końcowych. Widz dzięki temu na pewno nie przegapi informacji o producencie, koproducencie, dofinansowaniu z Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej, prywatnych sponsorach i wielu patronach filmu, a także, że oprócz odtwórcy głównego bohatera w filmie udział wziął kard. Józef Glemp (który w filmie pojawia się w sumie na ok. 8 minut). Następnie już mamy standard, w postaci „w pozostałych rolach” i reszty ekipy. Potem zaczyna się Hollywood.

Jerzy Popiełuszko w nowoczesnym wydaniu filmowym nie może odbiegać od typowych bohaterów kina akcji – dlatego zaczyna się od mocnej traumy z dzieciństwa: przyszły ksiądz wraz z ojcem są świadkami mordu polskich partyzantów dokonanego przez Sowietów. Fast forward o 10 lat i mamy z kolei szkolenie w specjalnej jednostce wojskowej. Człowieka ogarnia aż chwilowa zaduma – szkoda, że Popiełuszki nie gra Sensei Seagal.

Instant classic

Szybko jednak zostaje wyjaśnione, że jednostka jest dla kleryków, a z następujących scen nie wynika obraz Popiełuszki jako żołnierza. Owszem, brak subordynacji może przywodzi trochę na myśl zbuntowanego Michaela Dudikoffa z Amerykańskiego Ninja, ale już choroba, która dopada Jerzego tuż przed wyjazdem na akcję do Czechosłowacji przekreśla jego karierę wojownika. Przynajmniej w sensie rozpierduchy, tajnych chwytów aerobiku i strzelania z kałacha do złych. Równie szybko autorzy wykluczają karierę piosenkarską księdza Popiełuszki. Co tu dużo mówić – śpiewać to on nie potrafi. Zabieg ten tworzy zgrabny kontrast z późniejszym traktowaniem ks. Jerzego przez wiernych jak gwiazdy rocka (z wyłączeniem narkotyków i seksu z groupies).

Na szczęście zanim widz zaczynie tracić wiarę w bohatera ten zostaje wysłany na pierwszą misję duszpasterską – do strajkujących hutników. O strajku księża dowiadują się telefonicznie przez specjalną czerwoną linię z Kurią – zgrabne nawiązanie do przygód Batmana z Adamem Westem. Początkowo sceny z hutnikami nużą, bo są to typowe dramatyczne smęcenia, mające zadowolić krytyków filmowych. Ten chce się wyspowiadać, bo boi się o życie, ten nie wie, czy pojechać wbrew żonie negocjować los związków zawodowych. Typowy wypełniacz między akcyjką. Wrażenie robi za to niemal neo-bondowe tworzenie z Popiełuszki zimnego drania, który ignoruje jedyną osobę niewierzącą w gronie hutników. Ale bez obaw, dzięki łagodnej, acz stanowczej postawie ks. Jerzego bezbożnik dał się ostatecznie ochrzcić!

Na szczęście nudne wypełniacze nie trwają zbyt długo i otrzymujemy epicką… epickawą scenę najazdu szturmowców ZOMO na zabarykadowanych hutników. Atak ten zrealizowano z pełnym rozmachem, tłumy ZOMO-wców uzbrojonych w pałki, granaty dymne, armatki wodne, czołgi strzelające w eter (nie bardzo zrozumiałem po co i do czego strzelały, tym bardziej, że nic nie trafiły, ale widocznie mi to umknęło). Hutnicy nie mają szans w starciu z siłami Imperium PRLu, ale dzielnie stawiają opór siłą (prawie-kung-fu z metalowym prętem zamiast kija), mocami piekielnymi (w postaci rozżarzonych czeluści pieca hutniczego) i lisią przebiegłością (sceny z Zamachowskim nie da się opisać słowami). Swą odwagę będą musieli jednak przypłacić sprawą sądową, z której jednak dla większości nic nie wynika. Aż do czasu wybuchu stanu wojennego!

Bondowski one-linerek

Wtedy to ścigani ponownie muszą uciekać, a ks. Jerzy rusza na ratunek ciężarnej żonie jednego z nich. W drodze do szpitala ma okazję zaprezentować swe umiejętności rajdowe (wyjście z poślizgu dużym Fiatem) i matematyczne (liczenie czołgów na ulicach).

Prześladowania dosięgają jednak także Popiełuszkę, zostają mu przydzieleni smutni panowie z SB, którzy już do końca będą mu towarzyszyć. By umknąć ich uwadze ks. Jerzy będzie musiał się posunąć do różnych środków, od brawurowej ucieczki Syrenką ulicami Warszawy po przebieranie się za Che Guevarę. Dzięki temu ma możliwość uczestniczenia w mszach, akcjach protestacyjnych i ogólnego podburzania ludności przeciw panującemu systemowi. Udaje mu się nawet skompletować własną drużynę wiernych uczniów i studentów, dla których jest autorytetem na miarę samego Tolka Banana. Drużyna ta bierze udział w licznych demonstracjach, a po jednej z nich muszą uciekać przed milicją, uprawiając nielegalny parkour na murach warszawskiego Barbakanu. Kiedy jednak przychodzi pora na starcie twarzą w twarz, część z nich przed skatowaniem ratują rozdawane przez ks. Popiełuszkę obrazki Matki Boskiej dające +10 do ochrony przed pałowaniem. Niestety nieszczęśnicy nie posiadający tych obrazków ze starcia wychodzą znacznie gorzej.

Żeby wyrobić te dwie i pół godziny materiału filmowego dorzucono jeszcze trochę wypełniaczy z aktorami grającymi samych siebie sprzed lat, mszami, tragediami rodzinnymi i innymi bzdurami. Ciekawie robi się, gdy aparat rządowy postanawia uwziąć się na Popiełuszkę, przesłuchując go, podrzucając lewe dowody w mieszkaniu i w końcu osadzając w więzieniu. Po tym atmosfera zaszczucia robi się gęstsza – ksiądz musi się konspirować ze swoją działalnością, odpierać ataki medialne na swoją osobę, czasem ukrywać się. Na szczęście jest wystarczająco przebiegły, żeby radzić sobie milicją. Gdy ci szukali go w nadmorskim kurorcie wczasowym, ten ich przechytrzył: udał ćwiczącego turystę, pobiegł na plażę, wskoczył do morza i popłynął wpław do Gdańska, gdzie spotkał się z Wałęsą. Milicjanci zgłupieli. Ja, szczerze mówiąc, trochę też.

Spotkanie na wydmach

Niestety w scenie w Tatrach zabrakło równie brawurowej ucieczki na nartach, w starym dobrym stylu Bonda z Tajnej Służby Jej Królewskiej Mości. W zamian dostaliśmy informację, że księża próbują przeszmuglować Popiełuszkę do Rzymu na studia. Ten jednak odmawia ucieczki, woli zostać z ludem. Z czasem zaczyna uświadamiać sobie, że swą misję przypłaci życiem, ale mimo zwykłego ludzkiego strachu, postanawia kontynuować swoją działalność. Bierze udział w różnych mszach, w tym w pielgrzymce na Jasną Górę.

[TERA BĘDZIE SPOILER DLA TYCH, CO NIE ZNAJĄ HISTORII]

Po jednej ze swoich wypraw zostaje ujęty przez przebranych ZOMO-wców i zabity na śmierć. Trochę zawiodłem się na braku jakiegoś porządnego karate w trakcie porwania, ale nie można mieć wszystkiego. Nadrabiają to brutalne sceny z katowania ks. Jerzego, przeplatane z reakcją na jego śmierć jego przyjaciół. Scena ta zdawała się robić na dzieciakach w kinie spore wrażenie, więc wygląda na to, że jest dobra. Ja widziałem już w życiu dużo (filmów), więc mnie aż tak nie ruszyło.

[KONIEC SPOILERA]

Przez cały film przewijają się montaże archiwalnych materiałów z prawdziwymi ludźmi (w tym prawdziwym Popiełuszką), mające dodać realizmu, zaoszczędzić na kręceniu tego samego z aktorami i skrótowo przedstawić background historyczny. To ostatnie trochę kiepsko wg mnie wyszło, bo jeśli się tego tła nie zna, to można odnieść wrażenie, że w wyniku zamachu na Jana Pawła II zginął kard. Wyszyński. No trudno.

Z technikaliów, w stylu zdjęć, czy muzyki, to jest tyle, że poprawnie – nic się nie da zarzucić, ale też i nic nie pochwalę. Gorzej ze scenografią. Jeśli we wnętrzach jest w miarę porządnie, to już w plenerach bardziej przypomina zwykłe inscenizacje, a nie film, będący w dodatku największą polską produkcją zeszłego roku.

Co jest szeregowy? Na Allegro nie mieli
normalnego komuszego hełmu i moro?

W tzw. prasie opiniotwórczej (tzn. takiej, która tworzy opinie na dany temat i próbuje je wtłoczyć ludziom do głów) krytycy, którym płacą za ich pracę zachwycają się rolą Adama Woronowicza, grającego tytułowego bohatera. Fakt, jest bardzo podobny fizycznie, to mu trzeba oddać. Wg relacji znajomych Popiełuszki dobrze też go naśladuje. Ale jeśli tak faktycznie jest to sorry, ale nie rozumiem fenomenu tej postaci. W grze aktora brakuje jakiejś wyraźnej charyzmy, która mogłaby przyciągać do niego ludzi. Na początku jest to cichy, spokojny koleś bez wyrazu i chociaż później jest trochę lepiej, to nie nazwałbym tego ewolucją postaci. Lepiej wypada aspekt zaszczucia i radzenia sobie z nieuniknionym losem pod koniec filmu, ale to trochę mało.

Mieszanka polskiej historii (naj)nowszej i opowieści o klerze niestety kolejny raz okazuje się nie być wybuchowa. Co najwyżej zasyczy i narobi dymu. Całościowo film – bez większego zaskoczenia – okazał się bardzo przeciętny, obiecanego akcyjniaka nie uświadczysz. Zdjęcie Popiełuszki z pomnika też jest bardzo toporne: ot, pokazanych kilka ludzkich słabostek (a w zasadzie powiedzianych, żeby nikt nie przeoczył) w rodzaju palenia papierosów, czy drobnej próżności pod postacią zachcianki na portret olejny. Do tego dorzucono kilka dowcipnych czy autoironicznych uwag, które są tu najsilniejszym elementem, ale to wszystko. Postaci nie ma za co nie lubić, ale nie wzbudza też jakiejś niesamowitej sympatii, Indiana Jones to to nie jest. Za to pozostałe postaci są płaskie jak stopińdzisiąt.

Historia jest przedstawiona bez wyraźnego ciągu przyczynowo-skutkowego, a tempo często strasznie zamula. W niektórych momentach odnosi się wrażenie, że film jest pretekstem dla tego, żeby kilka osób mogło sobie odegrać scenki z własnej przeszłości. Na pewno nie jest to film, który przemówi do ‚młodego, nowoczesnego widza’, co najwyżej kolejne dzieło, które spodoba się temu samemu wąskiemu gronu, które wierzy w obecną polską kinematografię.

Ocena 1-5:
Popiełuszko: 3
Akcja: 2
Ed Harris: 1 🙁
Socjalizm: 3
Fajność: 3

Cytat: O kurna, ksiądz naprawdę wierzący!

Ciekawostka przyrodnicza: Ks. Popiełuszko otrzymał na chrzcie imię Alfons. Zmienił je na Jerzy w wieku 24 lat przyjmując święcenia kapłańskie. W Warszawie imię Alfons źle się kojarzyło – miało pejorytatywne znaczenie (myślę, że nie tylko w Warszawie – Cmdr JJA).

Written by: harry

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

26 Komentarze(y) na Popiełuszko. Wolność jest w nas.

  1. Adam Woronowicz oraz 6999 aktorów i statystów!

  2. Ja pierdykam harry.. 11/10! Bez kozery napisze, że to jedna z lepszych jak nie webest recka na ZP!!! Serio! Czytanie jej sprawiło mi radochę w kosmos 😀

  3. Na taką reckę czekałem!

  4. tego po tym filmie się spodziewałem. Świetna recka – gratuluje!

  5. Tylko, że 1 połowa to jeden wielki spoiler 😀 A Alfons to chyba wszędzie znaczy to samo ;).
    No cóż, nie zachęciła mnie ta recenzja do obejrzenia, może jak za pół roku (do roku) jak puszczą na jedynce w rocznice rocznicy śmierci to obejrzę.

  6. Otóż pewnie nie wiecie, bo nie każdy z was na co dzień zajmuje się nudną, poważną literaturą, a nie tylko błogosławioną nerdowską, że cała historia wzięła się od knigi Aleksandra Dumasa syna. Tytułu nie pamiętam, nie jestem robotem, ale chodziło tam mniej więcej oto, że p. sutener, jedna z pobocznych postaci, ma właśnie na imię Alfons. I dopiero od tego zdarzenia, to wspaniałe, nota bene królewskie imię na płw. Iberyjskim, zyskało taki oto wydźwięk.

  7. Tego tu się nie spodziewałem 😀 Recka świetna, podejście pro 🙂

  8. Potwierdzam: recka jest pierwsza klasa jak nie przymierzając ruda Grażyna 🙂

  9. Wyjątkowo irytująca recenzja służąca jedynie pokazaniu wątpliwej erudycji autora a faktycznie obnażająca jego ignorancję. I to zarówno w dziedzinie historii jak i kinematografii. W dodatku niektóre fragmenty kiepsko świadczą o jego człowieczeństwie i jak będzie już duży i mądry to się nieco zawstydzi że coś takiego napisał. Oto moja wyważona i wyzuta z emocji opinia.

  10. Potworna recenzja. Bezcześcisz historię Polski synu i weź uszanuj w ogóle ludzi, nie? A nie tak tylko ten. No.

    A poważnie: świetna recenzja. 🙂

  11. Recka osiąga poziom kultu Starship Troopers 3, wielkie brawo. A cameo Samuela L. Jacksona to kiedy jest?

  12. Strzelam, że po napisach. Chociaż po Hulku podejrzewam, że po napisach to Downey Jr wychodzi i zaprasza księdza do przedsięwzięcia Avengers.

  13. ciekawostkę o imieniu bezczelnie przepisałem (ale nie przekopiowałem!) z jakiejś strony poświęconej Popiełuszce, stąd też informacja, że w właśnie Warszawie tak odbierali to imię. odnosi się to do faktu, że Popiełuszko przeprowadził się z Podlaskiej wsi do Warszawy właśnie.

    @Omnibus: dobrze wiedzieć!

    @garindan: nigdy nie ukrywałem, że jestem ignorantem, jeśli chodzi o polską historię. zaznaczę tylko, że pisałem o filmie i postaci filmowej, niekoniecznie zaś o prawdziwych ludziach i wydarzeniach. ale dzięki!

  14. harry, a była w filmie jakaś scena składania kwiatów na grobie Popiełuszki? bo mi jakiś rok temu proponowali mini rolę padawana księdza, składającego ze smutkiem kwiaty nad jego truchłem… odmówiłem 😀

  15. Jak mogłeś, byłby akcent nerdowski.

    To teraz nakręcą kontynuację, czyli rodzimy remake "Świętego" 🙂

  16. trzeba było pójść w koszulce ZP 😀

  17. a już wiem czemu odmówiłem, miałem tego dnia autentyczny pogrzeb do zaliczenia xD

  18. A sequel to kiedy bo pamiętam jakis epliog:
    Na dachu płonącego wieżowca stoi ksiądz i milicjant.
    Ksiądz pada na kolana i woła:
    – Boże, ocal mnie !
    Niebo przeszywa grzmot błyskawicy i ukazuje się anioł.
    – Skacz, a ocalejesz.
    Ksiądz nie zastanawiając się skacze w dół, upada na ziemię i po chwili wstaje. Widzący to milicjant pada na kolana i woła:
    – Boże ! I mnie ocal !
    Anioł odzywa się:
    – Skacz a ocalejesz.
    Milicjant uradowany skacze w dół, lecz pada na ziemię martwy. Dusza milicjanta staje wkrótce przed
    świętym Piotrem i opowiada zdarzenie. Święty Piotr wzywa wszystkich aniołów, którzy mieli tego dnia służbę. Milicjant wskazuje na jednego z nich:
    – Poznaję to ten !
    Święty Piotr rozgniewany:
    – Nieładnie, Popiełuszko, to już trzeci milicjant w tym tygodniu !

  19. taka tam nudna recenzja. wymuszone żarciki, strasznie przewidywalne.

  20. Hej Gamera the Invincible nie ma możliwości posiadania innej opini na temat recki, to nie filmweb.

  21. Gamera the Invincible ty tez jestes jakis taki nudny i przewidywalny a co najwazaniejsze… Wymuszony : (

  22. A co nie mozna miec innego zdania niz autor recki ? Mi tez daleko do zgadzania się z nią.

  23. Mamy prawo nie zgadzać się mając w pamięci reckę kultowego Starship Troopers 3 🙂

  24. Recka Starship Troopers 3(imho film roku) to był wyjątek potwierdzający regułe.

  25. Zabawna ta recka. Harry, zrobisz karierę jako prowadzący Śmiechu warte.

  26. Gdyby to było na Filmwebie to już być był nazwany synem ubeka 😉

    Zresztą co jest zdrożnego w recenzji filmu reklamowanego jako "lepszy niż Bond" okiem nerda, tak jakby oceniać nową odsłonę agenta 007? Film został oceniony o wiele wyżej niż spora część szmir typu AvP 2 😉

Dodaj komentarz