Avengers, The

Tytuł: The Avengers
Produkcja: USA, 2012
Gatunek: Komiksowy
Dyrekcja: Joss Whedon
Za udział wzięli: Brett z Aliena, Jerzy Skolimowski, Gwyneth Paltrow, Lou Ferrigno, Wesley z Angela, brat Strause, Iron Man, Captain America, Hulk, Thor, Black Widow, Hawkeye, Loki, Samuel L. Jackson, Stan Lee
O co chodzi: Avengersi! Wasza planeta (z wyjątkiem Ciebie, Thor) Was potrzebuje!

Spad i nie wracaj

Jakie to jest: No i cichy Samuel L. Jackson brzegi urwał. Po cameo w czterech innych filmach prowadzących do niniejszej kulminacji, wreszcie doczekaliśmy się go w trochę większym wymiarze na ekranie jako szefa Avengers.

Do reżyserii tego opus magnum, które rozgromiło już na starcie wszelką komiksową konkurencję (i przy okazji pobiło rekord weekendu otwarcia wszech czasów), dobił się wreszcie nieodżałowany geniusz nerd-TV, Joss Whedon. Chyba żaden fan Firefly, Buffy, czy Dr. Horrible’s Singalong Blog nie śmiałby tej decyzji kwestionować, uznając ją za najlepszą w dziejach kinematografii komiksowej. Zadanie jednak przed nim było niełatwe, zwłaszcza, że mimo dobrego odrobienia produkcyjnych lekcji, Whedon nie robił dotąd nic na taką skalę – aczkolwiek miał pewną wprawkę w postaci średnio udanego Serenity. A Avengers siłą rzeczy musiał być duży. Tak więc w końcu film wyszedł mu tylko przyzwoity, choć biorąc pod uwagę uwarunkowania – to i tak bardzo dużo.

Grunt to kąt

Fakt, że udało się spiąć w jedną w miarę sensowną całość prowadzące do niego filmy pojedynczych bohaterów, to, z całą korpo-niechęcią, historyczny wyczyn Marvela i Disneya. Podchody do tej ekranizacji trwały dekady całe – i megaszacun, że udało się tego dopiąć zachowując z grubsza stałą obsadę. Pomysł, aby kręcić najpierw odcinki „pojedyncze” był bardzo trafiony – dzięki czemu nie tracimy czasu na wprowadzanie tłumu bohaterów.

I nasz Samuel, mimo, że jest spiritus movens intrygi i wspólnym mianownikiem dotychczasowych ekranizacji (oraz całkiem sprawnie wskoczył w buty Davida Hasselhoffa), bynajmniej nie jest głównym bohaterem filmu. Gdyż jak można się domyśleć, w Avengers mamy zbiorowego bohatera głównego i Jess Whedon naprawdę mocno stawał na głowie, aby każdemu z naszych superherosów dać mniej więcej równie ważną rolę i zbliżony czas ekranowy. Nie było to takie łatwe, gdyż jak wiadomo z Avengersów najbardziej wyrazistą postacią filmową jest Tony Stark (dzięki Downeyowi Jr.), a najbardziej lubianą przez komiksiarzy – Hulk (z niewiadomych powodów). Tak więc każdy dostaje swój mały wątek, swoje własne sceny bohaterstwa, a także kluczowy udział w scenach zbiorowych. A, no i każdy ma jakieś w miarę dobre whedonowskie dialogi. Tak więc reżyser wyciągnął the best of both worlds, czyli epiczną kinową akcję i dobre telewizyjne dialogi plus żonglowanie wieloma bohaterami. Oczywiście każdy z tych atutów jest przeciągnięty do punktu, w którym zaczyna być wadą.

Superkomandosi ahoj

Po pierwsze kinowość. Są reżyserzy, którzy nie potrafią wyrwać się z telewizyjnego getta i nawet do kina kręcą film telewizyjny (najprostszy przykład: Rob Bowman i duże X-Files). Whedon jednak wie jak kręcić z rozmachem, którego mu brakowało w TV. Cały S.H.I.E.L.D. to dorosła wersja trochę żałosnego Initiative z Buffy – tu zrobiona, jak należy. Lujcze bazy, superkomandosi, latający lotniskowiec, odrzutowce, helikoptery, cuda na kiju. I wszystko to skręcone swobodnie, z prawidłowym wykorzystaniem epy i kultu – bez żadnej nieśmiałości, czy skrępowania wyniesionych z telewizji. Ale: ten rozmach ciągnie się przez 2,5h filmu, więc finałowa bitwa na Manhattanie naprawdę już męczy, a oczy wypadają zza kretyńskich okularów 3D. Z drugiej strony trzeba oddać, że w odróżnieniu od np. Transformers 2 wiemy co się gdzie dzieje, montaż mimo dynamiki nie pozwala nam stracić wątku i mimo wszystko nie mamy takiego percepcyjnego mindfucka jak po filmie o robotach. W finale nieźle wyszedł świetny mastershot wg planu „kamera lata po całym ogarniętym bitwą Manhattanie i pokazuje po kolei, który Avenger co robi” – naprawdę miły smaczek pokazujący, że reżyser panuje nad chaosem akcji.

Trep, ruda i maruda

Po drugie telewizyjność. Joss pisze genialne dialogi, nikt tego nie odmówi. Ale niestety niektóre sceny dialogowe, zwłaszcza te na wielu bohaterów, strasznie spowalniają film. Rozumiem, że Whedon koniecznie chciał dać komuś coś istotnego do wniesienia, ale niestety chyba nie na każdego miał dobry pomysł. Kiepskie jest również zrobienie przeciwnika Avengersów z Lokiego – bohatera chyba najsłabszego z poprzednich marvelowskich filmów. Tyle, że nawet w Thorze Loki jeszcze coś sobą reprezentował, tutaj po prostu szczerzy zęby i knuje. Jego jedynym dobrym występem jest wspólna scena z Hulkiem w finale, ale to raczej nie zasługa postaci. Z drugiej strony obie sceny przesłuchań Black Widow to majstersztyk – serdecznie polecam. Oddać Whedonowi też należy, że potrafił odejść od swojej sztucznej acz sympatycznej stylistyki postaci i overactingu, która sprawdzała się w serialach, ale w kinie byłaby katastrofą.

W 3D nic tu nie widać

Napiszę może, o czym jest ten film – tak pod koniec recki, gdyż żyję na krawędzi i lubię łamać reguły! Otóż na Ziemię przybywa wspomniany Loki, kradnie Tesseract (niebieską kostkę znaną nam z co najmniej dwóch poprzednich filmów) i z jego pomocą ma sprowadzić na ziemię swoich kumpli – kosmicznych orków, a potem zapanować nad światem. Nick Fury, szef ponadmilitarnej organizacji S.H.I.E.L.D., widząc powagę tej niepożądanej sytuacji zaprasza do współpracy różnych znajomych superbohaterów, co oczywiście jest trudne i efektem jest dysfunkcjonalna grupa, ale potem jakoś to idzie. Fabuła jest jak widać bardzo prosta, a mimo i tak ma dziury. Jest mowa o jakimś wielkim planie Lokiego, który chce unieszkodliwić Avengers, a zwłaszcza Hulka – niestety nigdy nie jest wyjaśnione dlaczego (poza oczywistą motywacją, żeby nie dostać po ryju). Stosunkowo najciekawsza postać Bannera po wdrożeniu w Hulka staje się idiotyczna jak sam ten bohater, a w dodatku zachowuje się wysoce niespójnie. Finał filmu też właściwie jest mocno anty-finałowy, mimo, że dokonują się tu bohaterskie czyny. Mimo zapchania go akcją do granic możliwości, brakuje jakiegoś jednego definiującego momentu – po prostu nieco się rozjeżdża z uwagi na nadmiar bohaterów i enemy.

Ale mam super nowoczesnego guna!

Także nie dziwię się, że Pentagon odmówił współpracy przy filmie z uwagi na niejasność intencji S.H.I.E.L.D. Kryptyczna megaarmia stosująca para-faszystowską ikonografię, dowodzona przez jednookiego Murzyna i sterowana przez tajemniczą Radę (ani chybi masony albo NWO) nie wzbudza zaufania, co też zresztą jest jednym z wątków filmu.

Obsada oczywiście daje radę: Downeya trzeba było stonować, żeby nie zdominował filmu, Scarlettka mimo pyzatości jeszcze jakoś wygląda i wreszcie zrobili z niej normalną postać. Nie można tego niestety powiedzieć o Hawkeye, który jest denny i mdły równie jak grający go Jeremy Renner, choć w filmie jego postać jest niby-istotna (nie wyobrażam sobie przemęczenia całego filmu, w którym ten pajac byłby głównym bohaterem). Mark Ruffalo jako kolejny eksperyment z odtwórcą Hulka wypada całkiem nieźle, choć jak wspomniałem, sama postać jest do bani. Fizycznym prostaczkom, czyli Thorowi i Kapitanowi Ameryce również nic nie zarzucę, aczkolwiek – co logiczne – mają najmniej do powiedzenia. Powiem tyle, że Kapitan jednak sporo traci po wyrwaniu z WW2 (aczkolwiek zyskuje mocno sprawność fizyczną), zaś Thor ma jakieś egzystencjalne doły, których w swoim prymitywizmie nie byłem w stanie pojąć.

Plagiat z reklamy Pasikowskiego

Z innych pozytywnych aspektów: mamy dość mocną eksploatację damskiego tyłka, łącznie z tym że ostatnie ujęcie filmu go dotyczy – to może wpłynąć na popularność tego tytułu. Klawe są sety (aczkolwiek nie wiem czy sala konferencyjna na mostku to takie wygodne rozwiązanie), design strojów i pojazdów (z wyjątkiem dość kalecznych kosmicznych orków), fani wspomnianych superkomandosów również będą zadowoleni. Muzyka Silvestriego jest poprawna, ale niestety nie mamy żadnego fajnego motywu Avengers – ani właściwie żadnego innego zapamiętywalnego motywu.

Film generalnie, jak wspomniałem, jest przyzwoity, ma początek, środek i koniec i mimo dialogowych i bitewnych dłużyzn 2,5h mija jak z telefonicznego bicza strzelił. Jest sporo bardzo dobrych scen, niestety nie ma scen genialnych – podobnie z dialogami. Widocznie Whedon uważał, że kult samej koncpecji i napchanie filmu epicznymi scenami wystarczy – zabrakło jednak jakiejś idei, duszy, która zawsze u tego reżysera była. Może po prostu nie było jej już gdzie wcisnąć…

Gdybym był amerykańskim fanboyem czekającym 30 lat w piwnicy na kinowe Avengers, pewnie bym zemdlał z wrażenia. Tymczasem jednak mówię, że jest OK, choć jak na dzieło życia całego Marvela, które miało być zwieńczeniem wieloletniego planu – nie powala.

Ocena (1-5):
Epa:
4
Dialogi: 4
Bohatery: 5
Fajność: 4

Cytat:
– Captain.
– Mr. Stark.

Ciekawostka przyrodnicza: Jak się okazuje, w Stanach shoarma nie jest tak popularna jak w Polsce – jest wręcz niemal nieznana. Po reklamie zrobionej w filmie temu pysznemu daniu podobno mocno wzrosły obroty serwujących je barów. Niestety druga scenka po napisach mocno promująca shoarmę znalazła się tylko w wersji amerykańskiej – u nas jej nie zobaczymy(!) Kto żądny spoilera – niech przewinie mocno w dół.

Written by: Commander John J. Adams


 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

20 Komentarze(y) na Avengers, The

  1. Jest (Super)Hero Walk?

  2. Szczątkowy, krótki i na 3 osoby.

  3. Ale za to mamy…hmm… "hero circle " ? 🙂 Na trailerku było…

  4. @Zyll666: uprzedziłeś mnie z tym komentarzem 🙂
    Z recenzją nie zgadzam się, a brak rekomendacji nie podoba mi się.

  5. To nie to samo!

  6. Byłem na 3D i jest ciemno i słabo widać, wolałbym 2D. Sam film tak jak stoi w recenzji – poprawny, jedzie na upakowaniu wielu herosów w jednym miejscu i wybuchach, ale jednocześnie unika błędów, takich jak zawiła fabuła, która pewnie byłaby słaba, czy próba racjonalnego tłumaczenia tego, co się dzieje. Dla fanboya frajda, bo chyba każdy bije się z każdym na jakimś etapie filmu, a potem każdy z każdym współpracuje, do tego w dobry, nienachalny, niewymuszony sposób każdy ma coś do zrobienia i nie stoi z boku. Trzyma się kupy lepiej niż myślałem.

  7. Generalnie pojawiają się zarzuty w internetach, że znowu ratowanie świata, że walki z kosmitami etc. A ciekawe, co mieliby robić tacy herosi zebrani w jedną ekipę? Poza jedzeniem i kłótniami ofkoz. : )

    Co do bezpłciowości kosmicznych orków, to pewnie w dwójce będą ambitniejsi przeciwnicy, tutaj chodziło przede wszystkim o pokazanie Avengersów w akcji i mega epę. : )

  8. E,tam superbohaterzy lejący się z obcymi to fajny motyw i przede wszystkim miła odskocznia od dzielnych marines.

  9. Gdzie Galaktus (chyba że był w już Fantastycznej 4 numer 2)?

  10. film podobał mi się, więc stonowany wydźwięk recki mi nie odpowiada.

    @M tak, jak pisał Globus, w 3D jest ciemno i przez większość filmu niewiele widać. ale muszę przyznać, że końcowa bitwa (i widok z hełmu Starka) w 3D wypadła super. ale jakbym miał iść drugi raz, to już normalnie.

    a bad guye (poza Lokim, który nie był może tak dobry, jak w Thorze, ale dawał radę) to takie typowe bezimienne enemy. ale scenka w trakcie napisów końcowych (SPOILER) pokazała, że w następnej części (albo w drugim Thorze) złym będzie Thanos. nie czytałem na tyle dużo komiksów, żeby mi to coś mówiło, ale nerdy zza oceanu się podniecają.

    no i na koniec muszę przyznać, że pierwszy raz zrozumiałem, czemu Hulk może się komuś podobać. tutaj niemal ukradł film Tony'emu. a przy "Hulk… smash." miałem takie dreszcze, jak ostatni raz to chyba tylko na koniec abramsowego Star Treka.

  11. Jeśli chodzi o plan Lokiego z unieszkodliwianiem Hulka, to komander chyba się zagubił. Loki nie uważał Hulka za zagrożenie (vide wspomniana w recce scena Banner vs Loki), a tylko wparował na helicarrier, żeby wybudzić zielonego, który miał pomóc zlikwidować resztę hirosów/zniszczyć stateczek/zrobić chaos/uciec.

    Niespójność postaci Hulka? W sensie, że raz rozwala wszystkich, a raz złych? Bo to wyglądało na związane z warunkami aktywacji.

    Film był mega spoko. Pierwszy raz czyde mnie nie bolało (chociaż zakładanie okularów za 3zł na okulary jest wyzwaniem).

    Jakby wywalić Hawkeyea to może znalazło by się miejsce dla jakiegoś subbossa (chyba te węgorze miały spełniać tą rolę), albo po prostu byłoby bardziej zwięźle i na temat.

    Thanosem można się jarać chyba dlatego, że ma fajny dizajn i wyższy level.

  12. Film mega, oceny zaniżone moim skromnym zdaniem.

    Co do ciemnego 3D to raczej wina kina niż samego filmu, w Imaxie obraz był jasny i klarowny.

    Zachowanie Hulka prawie na pewno było związane z sytuacją w jakiej dochodzi to transformacji,
    [b]Spoiler[/b] na lotniskowcu wszyscy sobie skakali do gardeł, więc czuł się zagrożony i chciał dać nogę, taranując wszystko i wszystkich którzy stanęli mu na drodze. [b]Koniec spoilera[/b]

  13. [b][SPOILER][/b] Na lotniskowców wszyscy sobie skakali do gardeł, bo Loki nimi manipulował. Było to dość subtelnie pokazane, ale kilka razy Banner i Stark sobie przecierają oczy. Nie mówiąc już o tym, jak Banner złapał dzidę Lokiego.
    ale sam sposób przemiany wg mnie też miał tu do gadania.[b][/Spoiler][/b]

  14. [b][SPOJLER][/b]Ta interpretacja miałaby sens gdyby faktycznie Loki nimi manipulował. Jednak z większością z nich nie zamienił ani słowa i w ogóle wchodził w znikome interakcje. Najbardziej zapalnym czynnikiem były odkryte WMD SHIELDa, z czy akurat Loki nie miał nic wspólnego.

  15. [spoilerki]Loki jest czarodziejem, więc może używał swoich czarów z wnętrza słoika channelując je przez pałkę? Albo po prostu dał się złapać, żeby wzięli pałkę do testów, a ona już sama robiła swoje?
    Inna sprawa, że to właśnie słowa Lokiego pobudziły Starka do hackowania.[/spoilerki]

  16. [SPOILER] Chyba jedyny plan Lokiego to było dać się złapać, pozwolić by laska naprowadziła superkomandosów, którzy uszkodzą lotniskowiec, Hulk się zestresuje i rozwali budę (co zrobił w sumie w minimalnym stopniu), a on sam jakoś ucieknie. Dość siermiężne jak na boga oszustwa 🙂

  17. choojowa recka zajebiscie doskonalego marvelovego filmu 🙂

  18. Film mi się podobał! Genialna postać Hulka, Thor jakiś nijaki a taki potencjał ma :), jedyny minus to brak Natalki( podobno na wczasach w Norwegi była) 😀 .

Dodaj komentarz